Zaklocenia na pasmach amatorskich-gwaltownie rosnacy problem
    sp9mrn pisze:


    Zakłócenia na pasmach krótkofalowych to często zakłócenia nie lokalne a regionalne lub ponadregionalne.

Taki problem też ogarnia UKE.

    sp9mrn pisze:


    A urzędnik jest jaki jest i czasem, żeby skutecznie wykorzystał narzędzia, które posiada musi dostać coś na tacy.

Większość tak ale z UKE nie miałem takiego problemu. Z piratami miałem tak, że raz ich usłyszałem i nagrałem tyle ile mogłem. Poszedł mail do UKE, w mniej niż dwa tygodnie dostałem info, że faktycznie coś takiego występuje i uruchomili swoje stacje namiarowe. Wszystko wszystkim ale sprzętu możemy im pozazdrościć.

    sp9mrn pisze:


    Poza tym lokalizacja zakłóceń to skomplikowane zajęcie i łatwiej jest to robić grupą rozproszonych stacji.
    Oczywiście jeżeli chodzi o lokalne zakłócenia na UKF albo wentylator u sąsiada to masz rację - łatwiej zgłosić samemu do UKE.

Grupę rozproszonych stacji ma UKE.

    sp9mrn pisze:


    Oczywiście ilu ludzi tyle opinii.
    mrn

Gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie wesoły

I jeszcze jeden przykład z życia, Radio Maryja w Warszawie kulturalnie siała zakłócenia. Jeden z naszych kolegów poprosił innych o krótki nasłuch czy aby to na pewno jest zakłócenie. Chwilę później okazało się, że jest to zakłócenie i poszło pismo do UKE. Sprawa nawet została opisana w jakiejś gazecie (chyba Wyborcza ale mogę się mylić). Co "silna grupa" w takiej sytuacji zrobi? Wyśle pismo do UKE. A jak długo będą namierzać zakłócenia? Tygodniami gdyż rodzina, dzieci, praca, za daleko, samochód niesprawny, aktualny brak sprzętu. Poza tym jak namierzyć transmisję widma rozproszonego? UKE do tego celu jest idealne a im większy obszar zakłóceń tym chętniej się tym zajmą. Wystarczy podać im jedną lokalizację i kilka szczegółów (jak człowiek człowiekowi a nie urzędnikowi) i chłopaki to świetnie ogarniają. Wielu z nas ma bardzo miłe doświadczenia z UKE i zgłaszaniem problemów. Problem jest tylko taki, że UKE, mimo tego, że jest normalną instytucją to traktuje się ich na równi z paniami z okienka ze skarbówki. A UKE pracują nasi więc im wystarczy cynk. Dlatego nadal zastanawiam się po co "silna grupa" skoro łatwiej zawołać kogoś lokalnie i poprosić o weryfikację? Nikogo w teren nie trzeba wysyłać.

Kończąc moją przydługą wypowiedź, jak powstanie "silna grupa" która zadeklaruje się w pomocy w usuwaniu zakłóceń to gwarantuję, że mój mail i telefon wyląduje na czarnej liście za ilość zgłoszeń i podpytywanie co tydzień lub dwa jak tam sprawa idzie. Tylko dlatego, że na UKE mogę polegać, jeden mail, jeden telefon i o nic więcej się nie martwię (a kawą i ciastkiem też ugoszczę). A taka silna grupa... a bo to czasami jest zakłócenie, czasami nie ma, a może więcej szczegółów, itd. Dlatego lepiej mieć nawyk rozmowy z UKE i przekazywanie im konkretnych informacji (zamiast a bo mam tło na S7 na 40m) niż tworzenie "silnej grupy" która to będzie ogarniać.


  PRZEJDŹ NA FORUM