| Sens ćwiczeń "łączności kryzysowej" na PMR i CB |
sp9nrb pisze: Oto obrazek z polskiej telekomunikacji. Od lat jeżdżę na grzyby. zawsze miałem łączność komórkową i z osobami w lesie, teren obsługiwała sprawnie sieć 3G. W tym roku te same lokalizacje i: któraś sieć nie zdjęła 3G a sygnał był tak cienki, że trzeba było wyjść z samochodu. Sporadyczna łączność z osobami, które były w lesie. Innych sieci jak 3G telefon komórkowy nie widział. Lokalizacja około 7km od centrum miasta powiatowego. Przy następnym wyjeździe w tą lokalizację sprawdzę PMR-ki. Sprawa łączności zaczyna się robić kryzysowa bo w przedmiotowym kompleksie leśnym pojawiły się wilki. I co wy na-to? JAK Nie wiem jak inni, ale ja na to to: Na grzyby jeżdżę od czasów, kiedy telefon stacjonarny to był długo oczekiwany luksus a telefon komórkowy to było SF. Na grzybach trzymać się w grupie (sam nie jeżdżę nigdy) w zasięgu wzroku albo dźwięku (ale nie darcia mordy, bo to denerwuje innych). Jak ktoś ma maskujące ciuchy (czyli większość), to ubrać coś nie maskującego – ułatwi namierzenie wzrokowe przez współtowarzyszy i redukuje możliwość pomylenia ze zwierzyną łowną przez wiekowego skacowanego myśliwego na ambonie – raz do mnie strzelano. Ja zakładam jaskrawą czapkę i jaskrawe przylepce na koszyk. Nauczyć się co to są słupki oddziałowe i co oznaczają napisy na nich. Umieć określić kierunki świata przy widoczności Słońca i posiadaniu zegarka, można też zabrać kompas, bo to tanie jak barszcz. Wiedzieć, że przeciętnie sprawny piechur pokonuje dystans 6 kilometrów na godzinę – ułatwi szacowanie dojścia do celu. Pobrać NIEODPŁATNIE mapę obszaru leśnego po którym będziemy grasować z Banku Danych o Lasach. W 2003r. wyposażyłem się w turystyczny odbiornik GPS - fajna i przydatna rzecz, dopóki traktuje się to jako sprawę POMOCNICZĄ. Dwa lata temu GPS zaczął pokazywać jakieś głupoty okresowo, współtowarzysz się śmiał, że w końcu powinienem wyrzucić ten złom, doszliśmy do samochodu na podstawie innych koordynatów, potem w mediach głównego nurtu wyczytałem, że ktoś robi psikusy z sygnałem satelitarnym. Więc rozumiecie. Telefon komórkowy zabieram zawsze gdziekolwiek, do lasu też. Nigdy nie musiałem użyć go w lesie. Warto jednak mieć ze sobą. Nigdy nie zgubiłem się w lesie. Łączność radiowa, na dowolnych długościach fal, to jest wartościowa rzecz, ale bez przesady tutaj – grzybobranie to nie jest blacout, albo trzecia wojna światowa. Jak ktoś nie radzi sobie w lesie bez GSM, to niech lepiej zostanie w domu – dla własnego bezpieczeństwa. Tym bardziej, kiedy zaczyna łączyć subiektywnie ocenianą jakość działania sieci radiowej z populacją wybranych zwierząt. P.S. Miałem niedawno podobny „problem” z GSM (ale nie w lesie) – zdechł mi internet mobilny. Sprawę załatwił telefon do operatora sieci, który mi powiedział, że w mojej lokalizacji wyłączyli nadajniki 3G i w konfiguracji telefonu mam sobie przestawić na 4G. Masz człowieku znak krótkofalarski a piszesz takie głupoty? Nie działa ci urządzenie radiokomunikacyjne przez wilki? |