| anteny a burza z piorunami |
| Tak, to przykre zdarzenie, ale mnie bardzo pouczające. Podobna instalacja zadziałała jak bardzo skuteczna instalacja odgromowa, jednak parametry przewodności tego "gromozwodu" okazały się zbyt słabe. Bliski piorun spowodował rozwalenie rosnącej w pobliżu topoli i stopienie kończącego mojego Long Wire 80 m złącza - a od tego uległy zapaleniu firana i zasłona w pobliskim oknie. Uziom prowadził do pobliskiej rury wodociągowej i zapewne miał bardzo dobre parametry. Połączenia zabezpieczające były nieodpowiednie... Nie było to jednak wtedy mierzone, bo miałem tylko Lavo-2 i nie miałem potrzebnej wiedzy o technice uziemiania... :-(. Na domiar tego - kilka lat później, już w czasie służby w 13 PLM uziemiona regulaminowo (czyli antena zwarta na dachu do masy kabiny, a całość auta połączona linką do specjalnej rury uziemiającej do ziemi) 10 metrowa pionowa antena R-118BMZ pozwoliła upalić się lince przy samym podłączeniu do uziomu. To było na szczęście małe wyładowanie w niedużej odległości, nie trafienie w antenę bezpośrednio :-) Kolega Grzegorz słusznie prawi o aspektach zbyt niskiej wytrzymałości prądowej naszych amatorskich instalacji. Podzielam i ja ten pogląd. Profesjonalnie wykonane instalacje odgromowe mogą czasem kosztować dużo więcej niż transceiver. Od tamtych przeżytych sytuacji jeszcze kilka razy dane mi było doświadczyć potężnego wpływu indukcji elektrostatycznej (?), np. zimą na dipolu 2 x 5 metrów, przy przechodzącej śnieżycy w moim IC-735 wdzięcznie strzelały kondensatory a wstawiona do obwodu anteny neonówka przepięciowa (MN-3) uległa dosłownie spaleniu na czarno. Ale to takie tam sobie chyba mało warte doświadczenia. Ja nadal obawiam się bezpośredniego doziemiania anten, bo uważam to za podwyższanie piorunochronu. GL! |